Było już o Wenecji na wesoło, to teraz będzie o Wenecji na bardziej poważnie. Tylko trochę bardziej, żeby nie rozproszyć klimatu. Poza tym garść informacji zawsze się przyda. Do Wenecji na pewno warto pojechać. Jeśli ktoś nie był, niech się wybierze. Nie bez przyczyny jest ona na liście UNESCO, na której (nie bez przyczyny) nie ma na przykład Belgradu, choć większość Serbów uważa, że powinno być odwrotnie. Z Belgradu dotrzemy do Wenecji bezpośrednim połączeniem Air Serbia. Bardzo to wygodne. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce leci tam taki trochę większy kukuruźnik. Odradzam miejsca w rzędzie piątym: wypadają one bezpośrednio przy śmigłach: spać ciężko, bo wyje całą drogę, poza tym przy starcie strasznie śmierdzi spalinami. W samolocie wszyscy cały czas używają telefonów, nawet przy starcie. Widocznie nie boją się, że zakłócają pracę urządzeń pokładowych. Prawdopodobnie dlatego, że ten samolot za wielu urządzeń nie posiada. Aha, jeszcze jedno. Do samolociku wiozą cię autobusem. Dość ...
Ponieważ za kilka dni wyruszam do Wenecji, będzie o Wenecji. Tylko trochę inaczej. Wenecja to miasto, które ktoś postawił na bagnach, a potem jego mieszkańcy przez kilkaset lat robili wszystko, żeby udowodnić, że to był dobry pomysł. Zamiast przenieść się na ląd, Wenecjanie wbili w dno tysiące drewnianych pali, zbudowali na nich pałace, zaczęli organizować bale i udawać, że wszystko jest cacy. To mniej więcej tak, jakby ktoś zbudował całe miasto na mokrej gąbce, a następnie przez wieki był zaskoczony, że gąbka jest mokra. Wenecjanie mają zresztą wyjątkowo praktyczne podejście do życia. Kiedy przychodzi acqua alta i woda zalewa miasto, nie panikują. Wchodzą na podwyższone przejścia i idą dalej. Kiedy woda opada, można wrócić do omawiania palących problemów, na przykład tego, czy spritz powinien mieć oliwkę. Najbardziej znanym środkiem transportu jest gondola. Wygląda ona jak wielki czarny but i prowadzi ją jeden gondolier, który stoi z tyłu, odpycha łódź kijem i obficie poci się pod pac...