Środek czerwca. Dzieci praktycznie skończyły szkołę. To znaczy, mają jeszcze tydzień, ale zwyczajowo jest to wycieczka, kończąca rok. Wycieczka nie jest obowiązkowa. Kto jedzie, jedzie. Kto nie chce, zostaje w domu. Dosłownie, bo szkoły wtedy nie ma. Dzieci wracają do szkoły w ostatni dzień. Właściwie nawet nie jest to dzień – dostają świadectwa i o dwunastej już wychodzą na wolność. W tym samym momencie wolność rodziców obumiera. Moje nie jeżdżą na czerwcowe wycieczki. Próbowały, nie podobało się. Z różnych powodów. Dla mnie jest to zysk, bo te wycieczki są ogromnie przepłacone, ale też i strata, bo mam dziatwę w domu. Nie będę narzekał, bo nie ma na co. Kocham moje dzieci. Dlatego właśnie nie usłyszycie ode mnie słowa skargi. Usłyszycie tylko ciszę. Bo tego będzie mi najbardziej brakowało przez ponad dwa miesiące. Cisza. Jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie. W ciszy można sobie spokojnie posiedzieć, patrząc przed siebie i ruszając swobodnie palcami u stóp. Można usłyszeć ...
Nadszedł czerwiec, wielkimi krokami idzie lato. Na świecie też jakby goręcej. Cieśniny, wizyty, drony, prowokacje, kredyty, świństwa małe i wielkie. Nihil novi sub sole. A skoro nic nowego, to i nie ma co na darmo strzępić języka. Pierwszy czerwca to też Międzynarodowy Dzień Dziecka. Może raczej coś o tym. Z tą międzynarodowością byłbym zresztą ostrożny, bo poza Europą Centralną i Wschodnią i pewnymi krajami Azji mało kto ten dzień obchodzi (ONZ oficjalnie ustala tę datę na 20 listopada, wyraźnie odcinając byłe kraje socjalistyczne od reszty świata). Anglosasów w ogóle to nie obchodzi. W ich kulturze dzieci nie są chyba aż tak ważne; widzimy, co im szykują. U nas też się już tego w zasadzie nie obchodzi. Moja mama do mnie esemesa wysyła z życzeniami, ja swoim małym też życzenia składam, dam po czekoladzie, bo starej daty jestem. A dzieci? Jak to dzieci – mało ich w młodym wieku obchodzi, swoje problemy mają i te problemy są dla nich najważniejsze. Dzieci, jakie są, każdy widzi. Jakie b...