I po wakacjach. A skoro po, to i pora na małe podsumowanie. Czyli… Fajnie było. Jak to na wakacjach. Spokój, beztroska. Nie trzeba się niczym martwić, nigdzie spieszyć. Największe problemy to gdzie iść i co zjeść. Poza tym sielanka. Polskie morze ma jednak swój urok. Nie wiadomo, na czym on naprawdę polega. Zimne, kurka, no zimne jest. Człowiek, który zakosztował Karaibów, Meksyku, Tajlandii, czy choćby Chorwacji i Grecji, gdzie woda jest jak ciepła zupka, może mieć dosyć rozchwiane oczekiwania. Tym bardziej, o dziwo, pozytywne zaskoczenie. Bałtyk jest zimny, ale fajnie jest w nim pływać, bawić się, czy po prostu taplać na falach. Bardzo orzeźwiające doświadczenie. I przyjemne. Prawdopodobnie przez kontrast zimnej wody i cieplejszego „poza wodą”, którego w cieplejszych morzach nie uświadczysz. Choć z zachwytami bym nie przesadzał, bo polskie lato jest jednak specyficzne i sześć dni słonecznego plażowania na trzy tygodnie pozostawia lekki niedosyt. Zresztą jak nie ma super pogody ludzie...
Wieczór. Fajny wieczór, spokojny. Żona przychodzi i mówi, że coś tam ma do oglądania. I że winka by się napiła kieliszek, białego, ale nie ma. No nie ma, tak się składa, że nie ma. To może bym poszedł, to bym sobie przy okazji jakieś piwko mógł nabyć. Nie trzeba było namawiać. Poszedłem. Piękny wieczór, cieplutki, lipcowy. Krótkie spodenki, kroksy, ręce w kieszeni. Wyszedłem za bramę. Cykady wrzeszczą, wiatr szumi, do sklepu mam jakieś dwieście metrów, czego tu nie lubić? Godzina dziesiąta, dzieci śpią, żyć można, czyż nie? Poszedłem, kupiłem. Sklep u nas czynny do północy. Pod sklepem pełno ludzi. Siedzą na ławkach, palą papierosy, niektórzy popijają napoje z puszek, czy butelek, które zaraz odnoszą do sklepu i wymieniają na pełne. Przekrój wiekowy i społeczny pełny. Przeszedłem ulicę. Na przystanku też sporo ludzi, zresztą wszędzie się tutaj ktoś o tej godzinie szwenda. Wracając, pomyślałem, że w Anglii bym o takiej godzinie po wino nie poszedł. Choćby nie wiem co. Prawdopodobnie nie...